Polubiłam spacerowanie bez celu

9 lipca 2017
DSC_0766

Doskonale pamiętam dzień, kiedy do drzwi zapukał kurier i przyniósł wózek dla Mai. Nieśmiało chwyciłam za rączkę  i zaczął się pierwszy spacer po mieszkaniu.  Później przez kilka tygodniu wózek stał w kącie i cieszył moje oko, a ja leżąc na kanapie nie mogłam się doczekać pierwszych spacerów z moją małą dziewczynką na pokładzie. 

Ciekawa jestem czy też tak miałaś, ale przed ciążą rzadko zdarzało mi się spacerować bez celu, tak po prostu, włóczyć się po ścieżkach w parku, czy nawet między domami. Kiedy urodziła się Maja, moje nastawienie się zmieniło. Spacerowanie bez celu stało się przyjemnością i rytuałem każdego dnia. Nie było dnia, żeby gdzieś między godziną 10, a 11 nie przejść kilku kilometrów w parku.

I chociaż kiedy urodził się Maksio i tych spacerów jest zdecydowanie mniej w porównaniu z kilometrami, które przeszłam z Mają to właśnie spacery i czas na świeżym powietrzu są jednym z moich ulubionych punktów w planie dnia.

Kiedy lista rzeczy do zrobienia w większości jest odhaczona, albo w takie dni, kiedy nic mi się nie chce, biorę Maksa i uciekam na spacer bez celu. Bo te spacery bez konieczności zaliczenia punktu A i B, lubię najbardziej. Wiele razy pisałam Ci, że jestem typem podglądacza. Spacerując podglądam piękne domy, zastanawiając się kto w nich mieszka. Zachwycam się zieloną okiennicą i kwitnącymi kwiatami w ogródku. Podglądam wystawy sklepowe i cieszę się, że świat na chwilę zwolnił. Na chwileczkę.

DSC_0794 DSC_0729 DSC_0733 DSC_0826 kolaz 1 DSC_0862 DSC_0897 DSC_0898 DSC_0930

Jeszcze jeden moment bardzo lubię. Ten kiedy oczy Maksia się zamykają, a ja mam swój #kwadransdlasiebie. Wtedy zazwyczaj gdzieś pod drodze kupuję sobie kawę, siadam na ławce i wyciągam swój spacerowy must have – książkę. Czytam kilkanaście minut, po czym przypominam sobie, że miałam zadzwonić, do mamy, babci, koleżanki. Więc dzwonię i gadam. Gadam, gadam, gadam. I nawet nie wiem kiedy Maksio wita mnie swoim najpiękniejszym uśmiechem. Tak, telefon to też mój spacerowy niezbędnik.

Lubię samotne spacery, ale zdecydowanie przyjemniejsze są te, kiedy mam obok inną mamę. Najlepiej swoją Przyjaciółkę. Można się wygadać, wyżalić, pośmiać, wzruszyć i wypić latte zajadając najlepsze czekoladowe ciasto bez wyrzutów sumienia. Taki spacer nie może się zakończyć inaczej!

DSC_0959 DSC_0969 kolaz 2 DSC_0963

Uwielbiam spacery w czwórkę, ale jest też opcja spacerowa, która wymaga ode mnie trochę więcej wysiłku. Opcja dwa plus jeden. Jeden to ja, dwa to Maja i Maks. I mimo, że zazwyczaj po takim spacerze wieczorem zasypiam razem z dziećmi, taki spacer też może być bardzo fajny. Będzie jeszcze fajniejszy, kiedy odpowiednio się do niego przygotuję. Niezbędnikiem jest hulajnoga. Bez hulajnogi, nogi Mai niesamowicie szybko stają się zmęczone, mogłabym powiedzieć błyskawicznie. Czterolatka to czterolatka. Trzymać ją na rękach trudno, dlatego hulajnoga to mój najlepszy patent na bolące nogi. Jeśli spacer do parku, to koniecznie koc, coś pysznego i coś do zabawy. Kiedy jestem jedna, a dzieci dwójka i tysiąc niezbędnych rzeczy przyda się też dobry wózek. Taki, którego prowadzenie jedną ręką nie jest wyzwaniem, a łatwizną.

Ostatnio miałam możliwość przetestować wózek Quinny Zapp Flex Plus, idealny do prowadzenia jedną ręką. Zdał w tej dziedzinie egzamin. Chyba żadnego wózka nie prowadziło mi się tak łatwo. Do tego jest łatwy w składaniu,  ma niewielkie rozmiary po złożeniu i jest naprawdę lekki. No i przede wszystkim po prostu ładnie wygląda. Polubiliśmy się. A dobry wózek to nieskończone możliwości. Dużo od niego zależy. Spacer w parku, w lesie, po starówce czy tour po sklepach w poszukiwaniu wymarzonej sukienki. Ja wszystko robię z Maksem więc zwracam uwagę na jakość tych czterech kółek.

28.05.2017_park skaryszewski_quinny  (29) 28.05.2017_park skaryszewski_quinny  (12) 28.05.2017_park skaryszewski_quinny  (36) 28.05.2017_park skaryszewski_quinny  (54) 28.05.2017_park skaryszewski_quinny  (88) 28.05.2017_park skaryszewski_quinny  (129) 28.05.2017_park skaryszewski_quinny  (137) 28.05.2017_park skaryszewski_quinny  (151)

Nie od dziś wiadomo, że spacery są bardzo dobre dla dzieci.  O tym, że spacerować trzeba wie chyba każda z nas. A ja sobie tak myślę, kto tych spacerów potrzebuje bardziej, dzieci czy mamy? Doskonale pamiętam pierwsze dni, kiedy Maja była już z nami. Spacery były wytchnieniem, odpoczynkiem i nabraniem dystansu do nowej sytuacji. Z Mają potrzebowałyśmy ich obie tak samo.

A jakie jest Twoje zdanie?

POZDRAWIAM

 

Zobacz też

  • Jak ja Cię rozumiem! Też uwielbiam spacery z Irką, takie bez celu i z mrożoną kawką po drodze :) Niestety odkąd córka ma tylko jedną drzemkę dziennie, zrezygnowałam ze spacerów i przeznaczyłam ten czas na pracę (nad blogiem i nie tylko). Spacerujemy, kiedy Irka nie śpi, ale ofc to już nie to samo ;)
    Przepiękne zdjęcia! (jak zwykle u Ciebie)

  • Maluch w domu

    Też tak miałam. Tym bardziej, że moje płaczące podczas ubierania dziecino mentalnie czując powiem zimowego powietrza uspokajały się i zasypiały.

  • Lil

    Zdjęcia cudne, ale jeszcze nie przekonałam się do spacerów bez celu – muszę mieć plan wycieczki

  • o nie nie, te spacery maja cel: wioda w kierunku kawy i ciasta! :)

    • Lil

      Taki cel to rozumiem 😆

  • Ja nie muszę mieć żadnego planu spaceru …po prostu biorą moją dwójkę i śmigamy gdzie nogi poniosą :) A wózek który można prowadzić jedną ręką, to dla mam z dwójką dzieci i więcej cudowny wynalazek ;) p.s zdjęcia przecudne!

  • Karolina Borycka

    Ja często tak spaceruję bez celu. Jak mam coś załatwić to bez dzieci, szybciej mi to idzie.

  • Karolina Jarosz Bąbel

    Spacery bez celu, chyba każda mama to zna ;) Ale można wiele ciekawych miejsc w okolicy odkryć ;)

  • Ja za chwilę znów będę musiała zaprzyjaźnić się ze spacerami, myślę jednak, że mi się uda :) piękne zdjęcia!

  • Ja też lubię spacerowanie takie dla samej przyjemności bycia w ruchu i mając za towarzyszą swoje dziecko

  • Myślę, że takie spacery są bardziej dla mamy. Ja dopiero uczę mojego chuściocha przebywania w wózku. Zobaczymy, czy mi się ta sztuka uda :-)