Ile powinnam dać siebie?

19 lutego 2017
untitled-209

Lubię tutaj pisać. O naszym życiu, o tym co sprawia mi przyjemność, co mnie zachwyca i wzrusza. Lubię też dzielić się z Wami naszymi kadrami w scenach z życia. Czy to za wiele? Nigdy tak nie czułam. Wiem, że to co jest tutaj to tylko mały skrawek tego co dzieje się po drugiej stronie monitora komputera, tabletu, czy smartfona. 

Zdaję sobie sprawę, że to, ile nas jest, a ile powinno być w internecie to burzliwy temat. Jedni zawzięcie krytykują, inni mówią, że to nic takiego, jeszcze inni uważają, że każdy sobie rzepkę skrobie. do tych ostatnich jest mi najbliżej.

A ile ja powinnam dać siebie? 

Nie od dzisiaj wiadomo, że ludzie uwielbiają podglądać. Jestem pewna, że i Ty lubisz! Ja na przykład uwielbiam spacerować wtedy, kiedy jest już ciemno, zerkać w okna w których ktoś zapomniał o zasłonach i podglądać przeróżne wnętrza. Do wnętrz mam zresztą słabość nie tylko podczas wieczornych spacerów. Moim uzależnieniem jest też podglądanie pięknych wnętrz na pinterest. Największą słabość mam do francuskich wnętrz. Po takim podglądaniu zawsze jestem przerażona, że zmarnowałam tyle godzin! 

untitled-194 untitled-198

Łatwo jest podglądać w internecie. Ludzie chcą się dzielić ważnymi momentami, ślubem, ciążą czy narodzinami dziecka. Ludzie lubią się dzielić swoim szczęściem. Sama bardzo lubię. Lubimy też pokazywać swoją codzienność, śniadanie, codzienne zakupy, siebie bez makijażu. Ta codzienność, to chyba to, co w podglądaniu lubimy najbardziej.

Internet rozwija się błyskawicznie. Możemy już podglądać innych nie tylko na zdjęciach. I nie chodzi mi o podglądanie gwiazd czy idoli, tylko normalnych ludzi, takich jak ja czy Ty. Skoro wciąż powstają nowe możliwości, to znaczy, że tego potrzebujemy, że sprawia nam to frajdę, że komuś opłaca się tworzyć takie aplikacje.

untitled-196

Właśnie tutaj mam mieszane uczucia.  

I wcale nie znaczy to, że krytykuję innych. Absolutnie, gdybym chciała krytykować to głupio byłoby oglądać innych. Musze przyznać, że bardzo lubię. To taki swojego rodzaju, serial. Bardziej realny, z prawdziwymi ludźmi. Mogę podglądać inne mamy, z tymi samymi problemami, zmęczone, ale szczęśliwe jak ja. Jestem pewna, że niejednokrotnie taki krótki film podnosi na duchu kilka, jak nie kilkaset kobiet. To jest moc! To jest dobre! 

Tylko czy ja sama chce być taką terapeutką?  Czy chcę tak wiele pokazywać? Kolejny raz wychodzi, że jestem staroświecka. Wiem, że prawdopodobnie wiele na tym tracę. Powinnam dbać o Czytelników, iść do przodu, dawać więcej siebie. To całkiem zrozumiałe, że większość pójdzie tam, gdzie dzieje się więcej.

Ile powinnam dać siebie? Czy te kilka kadrów z codzienności to dużo czy mało? Wydaję się niewiele. Dla mnie idealnie.

POZDRAWIAM

Zobacz też

  • Świetny wpis, przyjemnie się czytało, a zdjęcia wprost bajeczne! Masz rację, każdy ma prawo do pokazywania tyle, ile jest gotowy pokazać światu ;)

    • Cieszę się, że tekst Ci się spodobał.

  • Monika Siemieniuk

    Moim zdaniem jest idealnie 💞

  • Nie każdy jest gotowy, nie każdy CHCE pokazać więcej i więcej i więcej. Uwielbiam ładne wnętrza. Gdy wynajmowaliśmy mieszkanie to nie chciałam pokazywać zbyt wiele – to nie były moje wnętrza, nie lubiłam i nie akceptowałam ich. Zawsze mówiłam ” jak już będziemy u siebie, jak urządzę po swojemu pokaże wszystko na blogu, pochwalę się itd.” I nie uwierzysz, od ponad miesiąca jesteśmy u siebie i wcale nie mam ochoty tym się tak do końca dzielić, wolę pokazać skrawek, a resztę zachować dla siebie ;)

    • Tak jak piszesz, nie każdy jest gotowy i nie każdy chce. Powinniśmy to uszanować, bez znaczenia czy daje dużo czy nic. :)

  • Elwina | Cukropuch.pl

    Zgadzam się, każdy ma swoje „w sam raz”. A co do podglądania, to chyba jestem mistrzynią na mojej ulicy. Do późnych godzim rolety nie są spuszczone, a ja uwielbiam stać w moich pustych oknach i podglądać lampy sąsiadów ;)

    • Jak to dobrze, że nie tylko ja to lubię! :D

  • Prowadząc bloga często się nad tym zastanawiam.
    Zacznijmy od tego, że jeżeli przechodzę wieczorem obok bloków, gdzie jest zapalone światło i coś widać bo np nie ma firanek to głowa mimowolnie idzie w bok. Od zawsze tak miałam. Lubimy podglądać innych :)
    Na moim osiedlu bloki są dość blisko siebie. Vis a vis jest mieszkanie na co dzień zasłonięte grubymi czarnymi zasłonami. Chyba stoi puste. Ostatnio ktoś odsłonił okna. Jakby tchnąc w to mieszkanie życie i światło. Obserwuję je sobie mimo, że na razie brak żywej duszy.
    A teraz ad rem. Blogując staram się trzymać moje dzieci z dala od internetów. Zdarza mi się publikować ich zdjęcia, ale nie przepadam za takimi postami u innych, że jest trochę treści i masa zdjęć dzieci. Widzę, że dzieci są taką siłą nośną. są piękne, słodkie i każdy chętnie ich zdjęcia ogląda. Ale to mnie trochę paraliżuje, że każdy może zajrzeć, że kiedyś moi synowie mogą sobie tego nie życzyć, że nadmierny ekshibicjonizm może się obrócić przeciwko mnie :(

  • Katarzyna Nowak

    Jak dla mnie – IDEALNIE :-) Notki pojawiają się często, ale nie na tyle, żeby się znudziło :-) A na IG są dni kiedy nie nadążam z nowymi fotami- luuubię to! :-) No i nie ma mnóstwa, nachalnych i czasami bezsensownych reklam/ wpisów sponsorowanych :-) WIELKI PLUS! I UŚMIECH – bo to Twoje miejsce i tylko Ty decydujesz ILE i JAKIE chwile tu wrzucasz, i z czym chcesz się z Nami podzielić – jeśli się komuś nie podoba to zapraszamy gdzieś indziej :-)

  • Zachowaj coś dla siebie. Ja chciałam jeszcze niedawno pokazać więcej, ale anonimowy hejter podciął mi ciągłymi prowokacjami, pełnymi jadu komentarzami i epitetami o moim domu i o mnie skrzydła (na chwilę na szczęście), ale dużo dał do myślenia. Zwłaszcza, że zobaczyłam prowokacje pod moim adresem na innych blogach w komentarzach, kiedy wyłączyłam możliwość komentowania przez anonimów u siebie. I prowokacje tej samej osoby u innych na blogach. Jakaś sfrustrowana osoba, ale dała do myślenia. Dlatego nie pozwalam już anonimowym czytelnikom na komentarze.

    Teraz długo zastanawiam się, co pokazać, a czego nie. Instagram mnie powoli męczy, chyba dla mnie to trochę za dużo do obserwowania, wrzucania czegoś codziennie. Lubię od czasu do czasu zajrzeć, ale męczy mnie ilość zamieszczanych tam dziennie zdjęć, kto komu dał serduszko itp.

    Dzieci. Chyba wolę je chronić, zostawić im prywatność. Cały czas się nad tym zastanawiam, ile dać siebie. Dzieci jakoś nie chce pokazywać, bardziej Włochy, podróże, piękne przedmioty.

    Zobaczymy.

    A w życiu? Mam wrażenie, że w Polsce barykadujemy się, odgradzamy. Osiedla getta, szybkie zamykanie drzwi, brak poczucia wspólnoty. Bardzo podobało mi sie w Szwecji – zero ogrodzeń, odsłonięte okna zapraszające do wnętrz domów.

    Każdy z nas ma coś z voyeur – podglądacza. Inaczej plotkarskie gazety by splajtowały ;-)

    Temat, który poruszyłaś daje dużo do myślenia. Do zastanowienia się. Najważniejsze, byś Ty czuła się dobrze, pokazując tyle, ile uznasz za właściwe.

    My i tak wiernie czytamy i podziwiamy, inspirujemy się i zaglądamy :-)

  • Na to pytanie każdy z nas powinien odpowiedzieć sobie sam. Domyślam się że według innych (większości) i tak zawsze to będzie albo za mało albo za dużo- czyli tak czy owak nie właściwie. Ale to nie istotne, bo to my sami mamy się dobrze czuć z tym wyborem. Odnośnie zaś zdjęć moich i dzieci- wielu twierdzi że nie powinno się ich pokazywać, bo to zawsze jakieś zagrożenie, tylko zastanawiam się że idąc tym tropem to i na ulicę nie powinniśmy wychodzić, bo przecież tam też ktoś o złych zamiarach może nam zrobić fotkę z zaskoczenia bez naszej wiedzy i też ją potem wykorzystać na 100 różnych sposobów.

    • Zdjęcia dzieci – mam podobne podejście jak Ty. :)

  • Najważniejsze, żebyś Ty dobrze się czuła z tym, ile pokazujesz :) Takie jest moje podejście. Widziałam już burzę w Internetach odnośnie zdjęć dzieci w sieci albo zdjęć mam karmiących – nie wtrącam się w te burze. Po co mi to? Lubię pokazać nasze codzienne chwile, lubię pokazać moją córkę, bo uważam, że mam się czym pochwalić ;) Lubię się dzielić swoim życiem. Z pewnymi granicami. Ale też nie chcę przesadzać w drugą stronę i na siłę zamykać się przed ludźmi ze strachu. Strach nie jest budujący, jest destruktywny więc lepiej właśnie jego unikać ;)
    P.S. Też nie umiem się przekonać do filmików więc nie ruszam tego tematu. ;)

  • Katarzyna Mirek

    To chyba jedno z ważniejszych pytań każdej osoby, która udziela się w ten czy inny sposób w internecie. Warto znać plusy i minusy naszych działań. Co do zdjęć dzieci staram się zawsze po pięć razy je przejrzeć czy aby na pewno nie sprawię im zawodu pokazując je w wirtualnej przestrzeni.

  • Strefa Matki

    Zakładając bloga wiedziałam od poczatku wiedziałam, że zdjęć moich dzieci dodawać nie będę. Może jedynie podczas zabawy, ale bez twarzy. Chyba w blogowaniu nie chodzi mi o popularność i piękne kolorowe zdjęcia tylko o to co chce przekazać, a czy kogoś to zainteresuje, czy nie .. to już jego sprawa ;)