Niedzielne zachwyty / 6

6 listopada 2016

Czy istnieje człowiek, który nie lubi muzyki? Z pewnością znajdzie się taka grupa, jednak sama nigdy jeszcze takiej osoby nie spotkałam. Ja nie wyobrażam sobie życia, a nawet dnia bez muzyki. Ulubione dźwięki to lekarstwo na każde zmartwienie, nasze wspomnienia, skojarzenia. Dla każdego dana nuta czy tekst znaczy coś zupełnie innego. Budzi inne, wyjątkowe, indywidualne skojarzenia. Muzycznie jestem monotematyczna, a moja playlista na YT od kilku lat gra te same kawałki.

Podzielenie się z Wami tymi ulubionymi melodiami, to prawie jak obnażenie. Poważnie! Każdą piosenkę o której Wam dzisiaj opowiem znam na pamięć. Wiele z nich to moje wspomnienia, tak jak utwór „Live Tomorrow” Lelach. To wakacyjna podróż pociągiem z Poślubionym nad morze. Słuchałam jej wtedy kilka razy pod rząd. Pierwsze takie wakacje pod namiotem i takie piękne zachody słońca.

„Na Żoliborzu są ulice takie śliczne, takie topole, a w tropach taki wiatr. Gdy przyjdzie wieczór, świecą światła elektryczne i tak mi dobrze jakbym miała osiem lat.” Słowa te usłyszałam podczas jednego z pierwszych spacerów z Mają. Od razu wpadły w ucho. Prześladowały kilka miesięcy, a ja nie wiedziałam co to za piosenka, aż w końcu usłyszałam w radiu. „Deszcz” to moja ulubiona piosenka z Warszawą w tle i z Żoliborzem, moim pierwszym Domem w stolicy.  Anna Maria Jopek przypomina mi też często o tym jakie mam wspaniałe niebo nad głową.  „Pamięć podaje mi spis, cudów dla których chcę żyć” i każda jesienna chandra przechodzi. Posłuchaj „Gdy mówią mi” i sama zobaczysz!

Nie znam kobiety, która nie lubi piosenek o miłości. Ja uwielbiam.  Na podium stoi „How deep is your love” w wykonaniu The bird & the bee,  „When you say nothing at all”, której wstydzę się głośno słuchać na słuchawkach jadąc metrem czy autobusem i „Ain’t no Mountain High Enough”, która była dźwiękiem mojego budzika przez kilka lat, a nadal ją uwielbiam. To o czymś świadczy! Ale tak naprawdę mogłabym wymieniać i wymieniać. Z kolei Deniz Kurtel i „Wake me up” to moja ulubiona tak zwana pościelówa. Do tańca najlepiej porywa mnie „Mambo Italiano” Sophie Loren. Nawet w dresach czuję się wtedy jak królowa parkietu.

Dzisiejszą listę zamykają  She’s Lady Lion Babe, czyli cover lepszy od oryginału, mimo, że mam słabość do Tom’a Jones’a i Keen’V ze swoim Rien qu’une fois bo jeśli mnie znasz, albo czytasz dłużej wiesz, że mam słabość do języka francuskiego.

Dzień zaczynam od muzyki i muzyką kończę. W duszy mi wciąż coś gra. Tak już mam. Wybranie tych kilku pozycji wymagało ode mnie ogromnego wysiłku. Kiedy do głowy wpadał jeden utwór w myślach pojawiały się kolejne trzy, które kocham. Jeśli masz ochotę je poznać, koniecznie daj mi znać.

Ciekawe czy chociaż jeden z utworów wymienionych dzisiaj lubisz tak samo jak ja?

POZDRAWIAM

Zobacz też

  • Annę Marię Jopek uwielbiam :)

  • she’s a lady, wymiata! Kocham!

  • Wielu z tych piosenek nie znałam, dzieki za podrzucenie ;-)

  • Andrzej

    nie znałem żadnej z tych piosenek:P ale jestem beznadziejny hehe:P

  • Kilka z tych piosenek znam, ale wyjątkowym sentymentem darzę bardziej rockowe kawałki. Ostatnio za to przerzucam się na klimatyczny chillout i bardziej elektroniczne brzmienia. Jak mawia mój mąż – tetryczeję po prostu, ale dobrze mi z tym:)

  • Kilka z nich znam, ale nie wszystkie. Musiałabym na spokojnie przesłuchać wszystkich i zdecydować, która najlepsza ;)